sobota, 16 listopada 2013

Rozdział 11

Nagle zauważyłam... Liam'a. Próbował ich ode mnie odciągnąć. Jednak na marne. Po chwili jeden z nich zniknął mi z oczu. Potem kolejny i następny. Nie było juź nikogo. 
- Jane - wyszeptał Liam i mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk. Nie miałam najmniejszego zamiaru go puścić. Zaczęłam gorzko płakać. 
- Już dobrze. Nic ci nie grozi. Nie płacz - szeptał mi do ucha głaszcząc po głowie. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Strasznie za nim tęskniłam. 
Próbował wstać. 
- Nie puszczaj mnie, proszę - wyszeptałam. 
Chłopak wziął mnie na ręce. 
- Myślałem, że jesteś inny - powiedział do kogoś z pogardą. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Zayn'a z opuszczoną głową. Szybko go wyminęliśmy, a ja z powrotem wtuliłam się w mojego przyjaciela. Liam posadził mnie w samochodzie. Usiadł obok mnie na miejscu kierowcy i włączył w środku światło. 
- Boże ... - szepnął z przerażenia. Przejechał dłonią po moim policzku, potem po rękach.
Nagle objął moją twarz w dłonie. 
- Przepraszam, że cię wtedy zostawiłem. Do tego zająłem się Danielle. Nie zwracałem uwagi na ciebie. Przepraszam. 
Mówił powstrzymując płacz. Jego oczy były załzawione. Przytuliłam go. 
- Nie przejmuj się - mruknęłam i pocałowałam go w policzek. Jeszcze raz pogłaskał moją twarz po czym włożył kluczyk do stacyjki i odpalił samochód. Ruszyliśmy. Po chwili zapytałam go co z Zayn'em.
- Nie wspominaj mi o nim - warknął. Popatrzyłam na niego przerażona. Patrzył się skoncentrowany na ulicę. Westchnęłam. Odwróciłam głowę. W kieszonce znalazłam mój telefon. Wyjęłam go i odblokowałam. Na tapecie było moje i Zayn'a zdjęcie. Zrobione było jakieś 3 lata temu. Uśmiechnęłam się. Byliśmy tacy szczęśliwi. Potem popatrzyłam na rękę. Szybko schowałam komórkę. Podniosłam głowę. Na drodze stał jakiś człowiek.
- Liam! - krzyknęłam. Chłopak ocknął się, popatrzył na drogę i nacisnął mocno hamulec. Zatrzymaliśmy się kilka milimetrów przed mężczyzną. Byłam sparaliżowana. Nie wiedziałam czy żyje czy nie. Zamknęłam oczy. Oddychałam szybko. Po chwili otworzyłam oczy. Popatrzyłam na mojego przyjaciela. Był tak samo przerażony jak ja. Cały czas patrzył przed siebie. Postanowiłam, że i ja zrobię to samo. Światło padło prosto na twarz chłopaka. Ujrzałam znane mi rysy. Mój przyjaciel wyparował szybko z samochodu.
- Mądry jesteś?! - wrzasnął. - Co ty odwalasz?!
Opuściłam troszkę szybę żeby słyszeć całą rozmowę.
- Nie oddam Ci jej - warknął Zayn.
- Jak to nie?! Już ją oddałeś.
- Nie sądzę...
Popatrzył na samochód. Na miejscu kierowcy, obok mnie, pojawił się jakiś chłopak. Uśmiechnął się do mnie cwaniacko. Przeszły mnie ciarki. Nie wiedziałam co on znowu kombinuje. Strach mnie ścisnął w gardle. Oczy napełniły się łzami. Miało być już dobrze, miałam wrócić do domu, a tu co?
Zayn przesunął Liam'a, a chłopak nacisnął pedał gazu. Ruszyliśmy z piskiem opon. Byłam sparaliżowana. Jedno pytanie nasuwało mi się na myśl "co będzie dalej?". Po chwili spojrzałam za siedzenie. Ujrzałam samochód jadący za nami.
Moja komórka zaczęła dzwonić. Wyciągnęłam ją z kieszeni.
- Daj to mała - usłyszałam zachrypnięty głos chłopaka i ujrzałam jego dłoń. Odebrałam szybko telefon.
- Nic Ci nie jest?! - odezwał się Liam.
- N...
Samochód gwałtownie się zatrzymał. Chłopak wyrwał moją komórkę, otworzył okno i wyrzucił ją. Nagle drzwi po mojej stronie się otworzyły. Ujrzałam twarz Zayn'a.
- Sory za tą akcję - mruknął i wyjął mnie z samochodu. Szedł, niosąc mnie na rękach. Nagle cały strach minął. Czułam się przy nim... bezpieczniej? Nie mogłam dopuścić do siebie tej wiadomości. Jak mogłam się czuć przy nim bezpiecznie?! Po tym wszystkim co mi zrobił?! Hello! Jane! Co ty odwalasz?!
Myślałam, krytykując siebie cały czas. Oparłam głowę o jego ramię. Popatrzył na mnie i się lekko uśmiechnął. Postawił mnie na nogach i mnie przytulił.
- Nigdy cię nie oddam - szepnął. Nie ruszałam się. Nie byłam do końca pewna czy mogę wykonać jakikolwiek ruch.
Życie znowu się komplikuje. Ponownie zaczynam coś do niego czuć. Odrzucałam od siebie tą myśl. Nasz związek był nie możliwy.
Uśmiechnął się do mnie i posadził mnie na murku, który był nie daleko. Uśmiechnął się do mnie. Położył mi ręce na biodrach. W sumie to brakowało mi jego pocałunków, jego dotyku, zapachu. Przysunęliśmy się do siebie. Byliśmy coraz bliżej, dzieliły nas milimetry. Nagle usłyszałam trzaski. Zza głowy Zayn'a ujrzałam toczące się w naszą stronę auto. Po chwili nas przygniotło.
Ból był nie do opisania. Nie czułam czułam w ogóle nóg. Wydobyłam z siebie słaby krzyk i ujrzałam ciemność.

5 komentarzy! :) 

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 10

Obudziłam się o 8:26. Po całym mieszkaniu rozchodził się pyszny zapach. Otworzyłam oczy. Zayn'a nie było obok mnie. Poprawiło mi to odrobinę humor. Przeciągnęłam się. Strasznie bolały mnie nadgarstki. Spojrzałam na nie. Zobaczyłam na nich cięcia, a trochę wyżej siniaki. Moje oczy napełniły się łzami. Patrzyłam na moje ręce. Oglądałam je z każdej strony.
- Wstałaś już? - podniosłam szybko głowę do góry. Ujrzałam uśmiechniętego od ucha do ucha Zayn'a. Przeraził mnie jego widok. Skuliłam się i zamknęłam oczy. Poczułam dotyk na swoim ramieniu. Drgnęłam.
- Nie-nie bój się mnie - wybąkał. Podniosłam powieki. Siedział obok mnie. Odsunęłam się od niego. Odwrócił się i schował twarz w dłoniach.
- Przepraszam - szepnął, a ja patrzyłam na niego z przerażeniem. - Powinienem być bardziej opanowany.
Zdziwiło mnie to co mówił. Westchnął.
- Śniadanie jest w kuchni na stole. Ja wychodzę. Cześć.
Powiedział i zniknął za drzwiami. Odczekałam chwilę i wyszłam z łóżka. Narzuciłam na siebie bluzę i udałam się do kuchni. Na stole leżało moje śniadanie. Przeraziła mnie ilość jedzenia.
Usiadłam przy stole i zaczęłam jeść. Delektowałam się każdym kęsem jedzenia. Kiedy nareszcie skończyłam poszłam się umyć i uczesać. Potem nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Chodziłam znudzona po mieszkaniu szukając jakiegoś zajęcia. W końcu usiadłam na łóżku. Wrócił Zayn. Spojrzałam na zegarek. Była już 13. Przeszedł obok mnie nie odzywając się słowem. Nagle rzucił w moją stronę jakąś reklamówkę.
- Przebierz się! Wychodzimy - wrzasnął z kuchni.
Ruszyłam do łazienki. Przebrałam się w ciuchy, które dał mi Zayn.
Było mi w nich bardzo niewygodnie. Zazwyczaj ubierałam się trochę inaczej. Bardziej sportowo. Przejrzałam się w lusterku. Wyglądałam całkiem nieźle. Rozpuściłam i przeczesałam włosy. Wyszłam z pomieszczenia. W sypialni natknęłam się na Mulata. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się delikatnie. 
- Super - wyszeptał. Z kieszeni bluzy wyjął perfum i mnie nim popsikał. - Idziemy. 

***

Siedzieliśmy ciągle w milczeniu. Czasami się odzywał, a ja odpowiadałam krótko, nie zaczynając nowych tematów. Widziałam, że go to odrobinę irytowało. 
Przyszedł kelner z naszym zamówieniem. Byłam strasznie głodna. Chwyciłam za widelec oraz nóż i zaczęłam jeść. 
- Smacznego - wybąkał Zayn. 
- Nawzajem. 
Kiedy skończyliśmy jeść, Mulat zapłacił za nas i wyszliśmy z restauracji. Poszliśmy na spacer po mieście. 
- Chcę żebyś była szczęśliwa.
Nie odpowiedziałam. 
- Zależy mi na tobie. 
Dalej nic nie mówiłam. 
- Ale lubię się nad tobą znęcać. To sprawia, że czuję się... Inaczej. Poprawia mi to humor. 
Moje serce zaczęło bić szybciej, ale dalej byłam cicho. 
- Jane! - krzyknął i stanął przede mną. Ścisnął moją dłoń. - Odzywaj się! Nie będę tylko ja mówić!
Popatrzyłam mu w oczy. 
- Ja nie mam ci nic do powiedzenia - szepnęłam. 
Ścisnął bardziej moją rękę i zacisnął zęby. Po chwili mnie puścił i popchnął. Po czym ode mnie odszedł. Zaczął biec i nie było go już przy mnie. Dopiero po pewnym czasie zdałam sobie sprawę, że jestem w innym mieście. Nikogo nie znam. Nie wiem jak dojść do mieszkania. 
Zaczęło się ściemniać. Usiadłam na ławce w pobliżu i czekałam w razie jakby Zayn chciał po mnie wrócić. Gorzej być nie może, pomyślałam. Nagle zauważyłam kilku chłopaków. Szeroko się uśmiechali i zmierzali w moją stronę. Udałam, że ich nie widzę. Bawiłam się palcami. Widziałam jak koło mnie siadają. 
- Cześć, mała - powiedział jeden z nich obejmując mnie ramieniem. 
- Co taka piękna panna robi tutaj sama? - wyszeptał inny wkładając mi dłoń pod koszulkę. Wyprostowałam się szybko. Jego ręka była strasznie zimna. 
- Dobra nie przeciągajmy! - krzyknął kolejny. Chwycił moją kamizelkę i ściągną ją ze mnie. Inny wziął moją torebkę i zaczął w niej czegoś szukać. Strach mnie sparaliżował. Sytuacja sprzed kilku lat stanęła mi przed oczami. Cała 4 zaczęła się do mnie dobierać. Próbowałam ich odepchnąć, jakoś się wyrwać, ale ich reakcja była taka sama jak Zayn'a. Zaczęli mnie bić, jakby było mi tego mało. Śmiali się przy tym głośno. 
- Ej! - usłyszałam kogoś głos. Chłopaki nie przestali. Nagle zauważyłam... 

okej... krótkie, bez sensu, beznadziejne i wgl :c
5 komentarzy i następny :) 

piątek, 1 listopada 2013

Rozdział 9

Siedziałam i czekałam na kogokolwiek, nikt nie przychodził. Postanowiłam wziąć ciepłą kąpiel. Napuściłam do wanny gorącej wody i zrzuciłam z siebie brudne i zakrwawione ciuchy. Zanurzyłam się w cieczy. Po 30 minutach wyszłam z wanny. Otuliłam swoje ciało ręcznikiem i stanęłam przed lusterkiem. Przyglądałam się swoim ranom i siniakom. Swojej twarzy. Wyglądałam strasznie. Przed oczami stanęła mi sytuacja sprzed kilku godzin. Rozpłakałam się na samą myśl o tym. 
Ubrałam się w moje stare ciuchy. Czuć było na nich woń potu i perfum Zayn'a. Usiadłam na podłodze. 
- Ciekawe, czy ktoś za mną tęskni - mruknęłam do siebie. - Może tak na prawdę nie jestem nikomu potrzebna? Zawracam wszystkim głowy swoją obecnością. 
Podczołgałam się w stronę ściany i oparłam się o nią. 
- Jestem taka naiwna - kontynuowałam. - Taka głupia... Dlaczego musiałam zakochać się akurat w nim? Czego popełniam takie głupie błędy?! - podniosłam głos i rozpłakałam się jak małe dziecko. Z każdą godziną traciłam siły. Nie miałam siły nawet płakać. Po prostu zasnęłam. 
Obudził mnie trzask drzwi. Przeraziło mnie to kto przyszedł. Jęknęłam cicho i podciągnęłam kolana pod brodę. Miałam nadzieję, że otworzy drzwi i mnie stąd wypuści. Usłyszałam huk. Cisza. Zbliżyłam się do drzwi i przyłożyłam do nich ucho. Nie było słychać nic. Totalna cisza. Nie wiedziałam co tam się stało.
- Zayn? - wyszeptałam. - T-to ty?
Nie dostałam odpowiedzi. Westchnęłam i usiadłam pod drzwiami. Nagle rozległo się pukanie. Usłyszałam skrzypiące drzwi. 
- Słyszałam huk i przyszłam spra...
Usłyszałam delikatny głosik, który po chwili zamarł. Wstałam i zapukałam w drzwi. 
- Przepraszam - powiedziałam powoli.
- Kto tam jest?! - krzyknęła kobieta. 
- Normalna, nic nie warta dziewczyna - wyszeptałam. - Czy na łóżku leży wytatuowany Mulat? 
- Na podłodze - mówiła ostrożnie. 
- Mogłaby pani, sięgnąć do kieszeni jego spodni czy kurtki i wziąć stamtąd klucz, a potem otworzyć te drzwi?
- Nic mi nie zrobisz? 
- Przyrzekam. 
Nastała cisza. Wzięłam głęboki wdech. 
- Nie ma - usłyszałam zawiedziony głos.
- Musi gdzieś być - powiedziałam zdenerwowana. Słyszałam jej kroki. 
- Nie ma - powtórzyła. Oparłam głowę o drzwi i zaczęłam płakać. - Przepraszam. 
- To nie pani wina - wyszeptałam i zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Usłyszałam dźwięk zamykających się drzwi. Zostałam sama. Szukałam czegoś ostrego. Na półce leżało opakowanie żyletek. Podeszłam i wzięłam jedną z nich. Przyłożyłam to nadgarstka i...
Powtórzyłam tą czynność kilka razy. Z każdym cięciem płakałam coraz bardziej. Na ręce miałam już około 6 ran. Odłożyłam żyletkę na bok. Popatrzyłam na podłogę. Było na niej pełno krwi. Wzięłam bandaż i obwinęłam nim zakrwawioną rękę. Przepłukałam żyletkę i zabrałam się za drugą rękę. Nagle drzwi od łazienki się otworzyły. Zakryłam rany i odwróciłam się. 
Ujrzałam w nich zaspanego Zayn'a. 
- Oj to ty tu jesteś - powiedział zdziwiony. Miał lekko zachrypnięty głos. Pasował do jego poszarpanych włosów. Wyglądał tak słodko. 
Popatrzył na moje ręce. Podszedł do mnie. Cofnęłam się, ale wpadłam na umywalkę. 
- N-nie dotykaj mnie - wyszeptałam. Położył dłoń na moim policzku. Bałam się. 
- Nie tnij się - pocałował mnie w policzek. Potem przejechał dłonią po moich siniakach i innych ranach, które powstały przez niego. 
- Kto ci to zrobił? 
- Jakbyś nie wiedział - wybąkałam. 
- To ja? - popatrzył mi w oczy. Automatycznie odwróciłam wzrok. - Przepraszam. Byłem pijany. 
- Tak... Tłumacz się. 
- Ale to prawda, Jane! 
Pokiwałam przecząco głową. Złapał mnie mocno za ramię i wmawiał mi, że był pod wpływem alkoholu. Nie wierzyłam mu. Wyciągnął mnie siłą z łazienki i rzucił mnie na łóżko. Zamknął się w pomieszczeniu i spędził tam jakieś 3 godziny, a ja? Siedziałam na łóżku i płakałam. Nie wiedziałam skąd mam tyle łez. Spędziłam połowę dnia na płakaniu. W sumie... nie miałam nic innego do roboty. Kiedy usłyszałam, że Zayn skończył prysznic uspokoiłam się i weszłam pod kołdrę. Zamknęłam oczy. Miałam nadzieję, że da mi spokój, myśląc, że śpię. Faktycznie tak było. Zgasił światło. Położył się obok mnie. Objął mnie ramieniem, a swoimi chłodnymi ustami pocałował mnie w kark, co wywołało dreszcze na moim ciele. 
- Dobranoc - wyszeptał. Poprawił się i nastała nieprzenikniona cisza. Nie mogłam zasnąć. Prawdo podobnie zrobiłam to około 4 nad ranem. 

5 komentarzy i następny ;* 

piątek, 25 października 2013

Rozdział 8

- Jane? - spytał... Josh. Tak, Josh Stewart, brat mojej przyjaciółki. - Co tu sie...
- Puka się, tak?! - wydarł się Zayn. - Pozwoliłem ci wejść?! 
- Co ty miałeś zamiar z nią zrobić? - spytał spokojnie szatyn. 
- To nie twoja sprawa, lalusiu. 
- Chodź - powiedział do mnie Josh. Mulat podszedł do niego wściekły. 
- Ona jest moja - wycedził przez zęby. Brat Kate prychnął i pokiwał twierdząco głową. Wyminął Zayn'a i zmierzał w moją stronę. Podał mi rękę. W tym samym czasie Mulat pchnął go z całej siły, a ten upadł z hukiem na podłogę. Przyłożyłam rękę do ust. Nie wiedziałam jak mam zareagować. Chciałam podczołgać się do niego, ale gdy tylko przesunęłam się o dosłownie centymetr, Zayn zareagował. 
- Siedź, gdzie siedzisz! Ani waż mi się ruszyć!
Posłuchałam go. Bałam się. Nie o siebie, o Josh'a. Mulat kucnął przed nim i z całej siły uderzył go w twarz. Potem powtórzył tą czynność kilka razy. 
- Zostaw go! - krzyknęłam i uroniłam jedną, czy dwie łzy. Zayn spiorunował mnie wzrokiem. Nagle w drzwiach pojawiła się Alice. Popatrzyłam na nią, jednak po chwili przeniosłam wzrok na jej chłopaka. Mulat chwycił go za koszulkę i uderzył nim o ścianę. Dopiero po chwili od niego odszedł. Nawet nie zwrócił uwagę na dziewczynę stojącą w drzwiach i przyglądającą się całej tej sytuacji. Jej twarz była przerażona, po jej policzkach spływały łzy. 
- Już nam nie przeszkodzi - wycedził Zayn i podszedł do mnie. Zerknęłam na Alice. Podeszła do Josh'a. Przejechała dłonią po jego policzku. Nie dawał oznak życia. Widać tylko było delikatne ruchy jego klatki piersiowej. Dziewczyna zaczęła szlochać. Malik gwałtownie się odwrócił, gdy tylko ją usłyszał. Zaczął się na nią wydzierać żeby wyszła, że to nie jest jakieś spotkanie. Kazał jej wziąć swojego chłopaka i wyjść. 
- Ty mu to zrobiłeś, więc ty go stąd wynieś! Najlepiej odwieź go do szpitala - odpowiedziała mu na to wszystko. Nie wiedziała nawet jak bardzo ryzykuje. Zayn zacisnął dłoń w pięść. Chwycił Josh'a za koszulkę i wyciągnął go na korytarz, po czym wypchnął Alice i zamknął drzwi na klucz. Popatrzył się na mnie i podszedł. 
- Teraz jesteś moja - wyszeptał przygryzając dolną wargę. Rzucił się na mnie jak jakieś dzikie zwierzę i zaczął mnie całować. Podniósł mnie i położył na łóżku, nie przerywając czynności. Rozpiął moją koszulę. Całował mnie po brzuchu i zjeżdżał niżej. Nie wiedziałam czy mogę się ruszyć, czy nic mi nie zrobi. Nie miałam pewności. Próbowałam się wygramolić spod niego, ale gdy tylko drgnęłam... 
- Wybierasz się gdzieś? - spytał. 
- Ja... No... - próbowałam znaleźć odpowiednie słowa. Nad sobą ujrzałam jego twarz. 
- Nigdzie nie pójdziesz - mruknął i zaczął mnie namiętnie całować. Zaczęłam się wiercić. Położył dłonie na moich ramionach i mocno je ścisnął. Próbowałam mu się wyrwać. 
- Przestań! - krzyknął. - Nie umiesz siedzieć spokojnie?! Przecież nic ci nie robię! 
Nie odpowiedziałam. 
- Zadałem ci pytanie!
- Boli - wyszeptałam. 
- Co niby?! Przecież tylko cię trzymam żebyś się nie wyrwała! Nie puszczę cię! 
Zacisnął jeszcze bardziej dłonie.
- Zayn... Zostaw mnie - mówiłam cicho. Bałam się. Nad każdym słowem myślałam ze sto razy! Nie chciałam niczego źle powiedzieć. 
- Zrozum, że jesteś moja i nikt nie jest w stanie cię uratować. 
Zdjął jednym ruchem z mnie spodnie. Zacisnęłam zęby w oczekiwaniu co zrobi dalej. Szukał zapięcia mojego stanika. 
- Nie - powiedziałam głośniej niż przedtem, gdy tylko chciał go rozpiąć. 
- Co, nie? - spytał zdziwiony. - Nie zabronisz mi. 
- Ale... Ja nie chcę, zrozum. 
- Sądzisz, że interesuje mnie to, co ty chcesz?! - pokiwałam przecząco głową. - No właśnie! Więc, zamknij już ten ryj i się nie ruszaj!
Nie chciałam na to pozwolić. Strach zmusił mnie do jakiejkolwiek reakcji. Podparłam się na łokciach i zderzyłam się czołem z Malik'iem. 
- Mam dość! - wrzasnął i zrzucił mnie z łóżka. Nigdy go takiego nie widziałam. Był strasznie zły. - Wstawaj! 
Zrobiłam to co mówił. Chwycił mnie za podbródek. 
- Ze mną się nie pogrywa. 
Przyparł mnie do drzwi, które stały obok łóżka. Zaczął mnie bić. Najpierw uderzył mnie w twarz, potem w brzuch. Krzyczałam żeby przestał, ale na nic. Jego ciosy były bardzo bolesne. Po najsilniejszym upadłam na ziemię. Zaczął mnie kopać. Nie miał litości. Krzyczał, że jestem suką, dziwką itd. Płakałam z bólu. Nie wiedziałam co mogę zrobić. Byłam taka bezradna. Nagle Zayn wepchnął mnie do jakiegoś pomieszczenia i zamknął drzwi. 
- Posiedzisz tam sobie chwilę! - krzyknął. Słyszałam trzask drzwi. Wyszedł z mieszkania. Siedziałam na zimnych płytkach i płakałam.
Znajdowałam się w takiej pozycji przez jakieś dwie godziny. Ból dalej nie ustawał, ale chciałam być silna. Pomału wstałam. Byłam w łazience. Szukałam lusterka. Kiedy je znalazłam podeszłam do niego i przejrzałam się. Byłam cała posiniaczona. Na całym ciele miałam rany, z niektórych jeszcze lała się krew. Wyglądałam strasznie. Szukałam apteczki. Znalazłam ją i zrobiłam sobie opatrunki. Było ich dosyć dużo. Kiedy już skończyłam, usiadłam na wannie i czekałam na kogokolwiek. 

czwartek, 24 października 2013

Rozdział 7

Otworzyłam oczy. Byłam w... lesie. Nie wiedziałam o co chodzi i co się dzieje.
- Widzę, że wstała moja księżniczka - usłyszałam za sobą. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Zayn'a. Po całym ciele przeszły mnie ciarki. Mulat zaczął do mnie podchodzić, a kiedy był przy mnie kucnął i pocałował mnie w czoło.
- No, piękna. Skoro już wstałaś to możemy jechać dalej - wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu, po czym zatrzasnął drzwi. Usiadł obok i ruszyliśmy w drogę.
- Gdzie jesteśmy? - spytałam ochrypłym głosem.
- We Francji, maleńka.
- Słucham?! - krzyknęłam.
- Spokojnie - puścił mi oczko. - Przed nami jeszcze daleka droga.
Opadłam bezradnie na fotel. Ścisnęłam powieki, a z moich oczu wypłynęła łza. Po chwili Zayn powiadomił mnie, że dzwonił do mnie Liam. Sięgnęłam do kieszeni, w której miałam telefon. Jednak go tam nie znalazłam.
- Gdzie... - pokazał mój telefon i uśmiechnął się cwaniacko. Sięgnęłam po niego, ale on zabrał mi go sprzed nosa.
- Nie tak prędko. Nie dostaniesz go.
- Zayn... - mruknęłam cicho. Pokiwał palcem. - Nie cierpię cię - szepnęłam.
- Słyszałem - wycedził przez zęby. Przewróciłam oczami. Nie miałam zamiaru go przepraszać. Taka była prawda. Widziałam jak spiorunował mnie wzrokiem, mimo że patrzyłam na drogę. Jechaliśmy w ciszy.
Minęło jakieś 3h. Patrzyłam na znaki z nazwami miast, które mijaliśmy.
-  Minęliśmy kolejną granicę - powiedział jakby do siebie. - Jesteśmy we Włoszech.
Westchnęłam głośno.
- Odwieź mnie do domu. Proszę - wyszeptałam.
- Nigdy - powiedział i przyspieszył. Nie miałam na co liczyć. Wiedziałam, że już na zawsze zostanę z Zayn'em. Czekały na mnie same najgorsze rzeczy. Z nim nie mogłam być szczęśliwa. Wyobrażałam sobie nasze wspólne życie. Prawdopodobnie byłabym cała posiniaczona. Miałabym wszędzie rany po uderzeniach. Nasze dzieci. Tak bardzo byłoby mi przykro. On nie ma litości. Te dzieci nie mogłyby mieć gorszego życia niż z ojcem - Zayn'em!
Podczas tych rozmyślań ponownie zasnęłam. Ktoś mną delikatnie potrząsał.
- Wstawaj. Nudzi mi się - mruknął Mulat.
Otworzyłam oczy. Nie mogłam uwierzyć w to, gdzie się znajduję. Leżałam na pięknym, dużym łóżku. Pokój był urządzony w większości na biało, ale były wtrącenia koloru granatowego. Po lewej stronie było duże okno, przysłonięte białą zasłoną. Pokój był piękny.
- Dzień dobry - mruknął Zayn. - A raczej dobry wieczór.
Zerwałam się. Usiadłam na łóżku. 
- Gdzie... 
- W Wenecji, Maleńka - szepnął całując mnie w szyję. - Śliczna jesteś - musnął po raz kolejny moją szyję. - Cudowna - mruknął i zaczął całować mnie po dekolcie. 
- Zayn...
- Tak? - powiedział nie przerywając czynności. 
- Zostaw mnie - wyszeptałam. Pokiwał przecząco głową. Pchnął mnie lekko na łóżko. Znów leżałam, a on był nade mną. Ciągle całował mnie po dekolcie. Nagle rozpiął moją koszulkę. Muskał ustami moje ciało. Byłam rozdarta. Bałam się, ale podobało mi się to. Jane! Pamiętasz co on Ci zrobił?! Pomyślałam. Wtedy przed oczami pojawiła się sytuacja sprzed kilku lat. Próbowałam go odepchnąć, ale na nic. Zaczęłam się wiercić. Mulat kazał mi się uspokoić, bo inaczej zrobi mi krzywdę. Leżałam spokojnie. Zdążył już ściągnąć mi spodnie. Nie wiedziałam co będzie dalej. Liam nie wie gdzie jestem, Kate też. Nikt nie wie. Ścisnęłam powieki. Z mojego oka wypłynęła pojedyncza łza. Nie umiałam się obronić, byłam bezradna. Nagle zobaczyłam przed sobą Zayn'a. Złożył na moich ustach pocałunek. Niestety był coraz bardziej zachłanny, było mu ciągle mało. Zaproponował mi żebym się z nim przespała, ale gdy tylko zaprzeczyłam usiłował mnie zmusić. Byłam na siebie wściekła. Zdobyłam w sobie siły i kopnęłam go w brzuch. Zaraz po tym bardzo tego żałowałam. Naciągnęłam na siebie moje spodnie i zapięłam koszulę. Szybkim ruchem wyśliznęłam się spod jego ciała. Stanęłam na ziemi i podeszłam w stronę drzwi. Złapałam za klamkę, ale było za późno. Zayn szarpnął mną i przycisnął do ściany. 
- Dlaczego to zrobiłaś?! - warknął. - Masz przerąbane, Maleńka. 
Pchnął mnie na podłogę. Zamachnął się, kiedy nagle otworzyły się drzwi.
Dziękuję, pomyślałam. Zayn odwrócił się gwałtownie, a ja wyjrzałam zza jego ramienia, żeby zobaczyć kto był moim "wybawicielem". Kiedy ujrzałam chłopaka, otworzyłam szeroko oczy. Byłam zaskoczona jego obecnością tutaj. 

niedziela, 13 października 2013

Rozdział 6

Kate mocno mnie przytuliła. Poszłyśmy do mojego pokoju i zaczęłyśmy rozmawiać. Nie byłam pewna czy powinnam jej mówić o Lou. W końcu była moją przyjaciółką. Powinna wiedzieć. Wzięłam głęboki oddech.
- Wiesz co?
- Słucham?
- Pamiętasz Louis'a? 
- To on był wtedy z Harry'm? - podskoczyła, a ja przewróciłam oczami.
- Tak.
- Podoba ci się! - pisnęła. Wzięłam głęboki oddech. - Wiedziałam, że coś z tego będzie! - wyprzedziła mnie. 
- Tyle, że on... Ma dziewczynę - usiadłam na łóżku. 
- O.
- Tyle? Nie pocieszysz mnie? 
- Będzie dobrze - pogłaskała mnie po ramieniu. - Na pewno jesteś od niej lepsza - pokiwałam przecząco głową, a ona mnie przytuliła. - Wszystko się ułoży. Zobaczysz.
Zadzwonił jej telefon. 
- Przepraszam. Muszę odebrać. 
Zerknęłam na jej telefon i zobaczyłam to:
- Dobrze - szepnęłam, a ona posłała mi ciepły uśmiech i oddaliła się ode mnie. Usiadłam po turecku i czekałam cierpliwie na moją przyjaciółkę. Wróciła po około 30 minutach. 
- Muszę iść! - krzyknęła, wzięła torebkę i wybiegła z pokoju. Westchnęłam głośno. Nie wiedziałam co mogę robić. Położyłam się na łóżku i skuliłam się i zasnęłam. Obudziło mnie ciche pukanie do drzwi. Przeciągnęłam się i wybełkotałam "proszę". Do pokoju wszedł Liam. Zachichotał i pokazał na swoje włosy. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Usiadł obok mnie i powiedział:
- Nie obraź się, ale wyglądasz jak czarownica - zaśmiał się.
- Haha. Bardzo śmieszne.
Powędrowałam do łazienki i przeczesałam włosy. Wróciłam do mojego przyjaciela, który przeglądał moje rzeczy. 
- Liam - wyszeptałam. Odwrócił się i uśmiechnął się do mnie. 
- Co tam? - podszedł do mnie, a ja go mocno przytuliłam, on objął mnie w talii.
- Dziękuję - szepnęłam do jego ucha. 
- Za co? 
- Za to, że jesteś - pocałował mnie w czoło. 
- Zawsze będę - uśmiechnął się delikatnie. Odwzajemniłam uśmiech. - Chodźmy na spacer. 
- Dobrze. 
Wzięłam moją komórkę i wyszliśmy. Spacerowaliśmy po ulicach Londynu śmiejąc się i rozmawiając. Kiedy tak chodziliśmy Liam zauważył Danielle. Rzucił, że zaraz wraca i pobiegł do niej. Uśmiechnęłam się do niej i jej pomachałam, a ona zrobiła to samo. Szukałam wzrokiem jakiejś ławki żeby usiąść. Mój przyjaciel nie wróciłby szybko. Szukając jej natknęłam się na coś innego. Dokładnie na kogoś. Na Zayn'a. 
Wystraszyłam się i odwróciłam się do niego tyłem żeby mnie nie zauważył. Nie rozumiałam jednej rzeczy. Miał więcej tatuaży niż zwykle. Do tego te kolczyki. Odwróciłam się żeby jeszcze raz na niego zerknąć. Jednak na moje nieszczęście patrzył w moją stronę. Uśmiechnął się cwaniacko i zaczął iść w moją stronę. Mój oddech przyspieszył. Nie wiedziałam czy biec do Liam'a czy zostać i go ignorować. Postawiłam na to pierwsze, ale niestety Mulat był już przy mnie. Poczułam jego dłonie na moich ramionach. Odwrócił mnie w swoją stronę. 
- Cześć, Piękna. Jak podoba ci się mój nowy image? 
- Jest... 
- Jaki? - powiedział surowo. 
- Jest fajny - kiwnęłam głową. Uśmiechnął się i mnie przytulił. - Nie rozumiem cię. Raz chcesz mnie pobić, a kiedy indziej okazujesz mi jakieś uczucia - wyszeptałam. Później oczywiście tego żałowałam. 
- Tak jakoś - ścisnął moją rękę. - Pewnie dlatego, że jesteś bardzo pociągająca - rozejrzał się dookoła i zatrzymał wzrok na Liam'ie. - Jesteś z nim - powiedział zamyślony. - Spróbuj pisnąć słówko, a będzie po tobie - zagroził mi. Nie wiedziałam o co chodzi. Obrócił się i jeszcze raz spojrzał na Liam'a. - Idziemy - pociągnął mnie. Stałam i nie ruszałam się z miejsca. - Powiedziałem coś.
- Nigdzie...
- Właśnie, że pójdziesz - stanął przede mną i pociągnął mnie z całej siły. Miałam wrażenie, że wyrwał mi rękę. Podążyłam za nim. Szedł tak szybko, że nie mogłam nadążyć. Odwróciłam się. Liam całował się z Danielle. Opuściłam wzrok. 
- Fuck - mruknął pod nosem i złączył nasze dłonie. W jednej chwili zrobił się strasznie delikatny. 
- Cześć, stary! - usłyszałam zza niego. Wyjrzałam zza jego pleców i sprawdziłam kto to. - Hej, Jane - uśmiechną się do mnie blondyn. Wymusiłam uśmiech. - Gdzie idziecie?
- Na spacer - mruknął. Blondyn spojrzał na nasze dłonie. 
- Jasne. Nie zatrzymuje was. Trzymaj się - poklepał go po ramieniu i odszedł. Zayn zaczął biec i ciągnął mnie za sobą. Otworzył drzwi do samochodu i mnie do niego wepchnął. On usiadł po drugiej stronie. Włożył kluczyki do stacyjki, przekręcił je i wcisnął gaz. 
- Zapnij pas, nie chcę dostać mandatu - popatrzył na mnie tak jakby chciał mnie zabić. Posłusznie zrobiłam to co kazał. Zerknęłam na licznik. Jechaliśmy 120 km/h. 
- Zwolnij - szepnęłam. Skarcił mnie wzrokiem. - Gdzie jedziemy? 
- Niespodzianka - przyspieszył. 
- Błagam zwolnij - prosiłam go, a on uderzył mnie z całej siły w nogę. Zawyłam z bólu. Gwałtownie się zatrzymał. 
- Zamknij się, bo będzie z tobą jeszcze gorzej - krzyknął. Opuściłam głowę. - Popatrz na mnie - powiedział łagodniejszym tonem. - Popatrz na mnie! - podniósł głos. 
- Co?! - krzyknęłam i popatrzyłam na niego. Po moim policzku spływały łzy. 
- Jesteś moja, rozumiesz? Nikt nie ma prawa mi cię zabrać.
- Nie kocham cię. 
- To już jest twój problem - przycisnął gaz i ruszyliśmy z niesamowitą prędkością. 
- Nie wrócę już do domu, prawda? - szepnęłam i starłam łzę. 
- Zobaczymy - przyłożyłam głowę do szyby i patrzyłam na to co dzieje się za oknem. 
Ciekawa byłam gdzie tym razem mnie wywiezie.

tak czy nie?

Chciałam kontynuować bloga, ale nie wiem czy Wy tego chcecie i czy ktoś wgl go czyta :/ jeżeli będzie na dole 5 komentarzy na tak to napisze 6 rozdział :)